Express Kaszubski feed

ExpressKaszubski.pl – strona główna REKLAMA REDAKCJA KONTAKT REJESTRACJA LOGOWANIE »

Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna

Kaszubka wśród dzikich plemion. Magdalena Zelewska o swojej pasji

Opublikowany: 2016-09-23 15:20 Autor: Wojciech Drewka

To między innymi fakt bycia Kaszubką uwrażliwił mnie na dorobek innych kultur. Jesteśmy bardzo dumni z naszej odrębności. Ja właśnie tego poszukuję w plemionach, do których jeżdżę - opowiada Magdalena Zelewska, podróżniczka, fotografka rodem z Sierakowic.

Podróżuje po świecie w poszukiwaniu niezwykłych ludzi i nieodkrytych miejsc. Magdalena Zelewska – podróżniczka, fotografka, laureatka wielu konkursów fotograficznych w Polsce i za granicą. Pochodzi z Sierakowic. Mieszka w Paryżu, ale dwa razy do roku rusza w podróż, by uchwycić w obiektywie aparatu miejsca, do których nie dotarła jeszcze cywilizacja.

Jak to się stało, że wyjechałaś z Sierakowic do Paryża? Czym się tam zajmujesz?

Oddalałam się od Sierakowic małymi kroczkami. Najpierw do liceum w Kartuzach, potem na studia do Torunia, dopiero po nich zdecydowałam, że chciałabym na chwilę totalnie zmienić kontekst, zanurzyć się w obcej kulturze, nauczyć nowego języka. Postanowiłam, że wyruszę na podbój Paryża. Spodobał mi się to do tego stopnia, że mieszkam tu już od dziesięciu lat.

Magdalena Zelewska

Udało Ci się odnaleźć w nowej rzeczywistości?

Po polonistyce, czego się można spodziewać, nie miałam zbyt wielu ofert pracy. Początkowo dorabiałam ucząc polskiego czy historii w małych podparyskich szkołach, odprowadzałam tutejsze dzieci do przedszkola i z powrotem. Wiedziałam jednak, że z decyzją zostania we Francji na dłużej wiąże się konieczność totalnego przekwalifikowania. Zrobiłam zatem studia graficzne, które pozwalają mi dziś pracować z każdej szerokości geograficznej. Jeszcze całkiem niedawno przez pięć lat byłam zatrudniona jako grafik w wielkiej firmie, gdzie bardzo się dusiłam. Kilka miesięcy temu dopiero uścisnęłam szefowi dłoń, dziękując za współpracę i wyzwoliłam się z korporacyjnego zaduchu. Dziś jestem freelancerem.

fot.Magdalena Zelewska/Into the Tribes

A co z fotografią? Kiedy postanowiłaś zająć się tym profesjonalnie?

Zdjęcia robię odkąd pamiętam – i chyba to zainteresowanie zaszczepił u mnie mój tata. To on pokazał mi, jak działa stara Smiena, potem Zenit. Razem ze mną zamykał się na cale godziny w ciemnej łazience, by zanurzać białe papierki w wywoływaczach i utrwalaczach, a potem przy nikłym strumieniu czerwonego światła podziwiać utrwalone na nich postacie. Później pojawiła się fotografia cyfrowa i wszystko stało się znacznie łatwiejsze. Zaczęłam kombinować z ustawieniami bez obaw, że zużywam klatkę na kliszy czy płatek papieru fotograficznego. Ja tak naprawdę podobnie kombinuję do dziś, najczęściej gdy jestem w drodze, bo to właśnie podróże są moją największą pasją.

fot.Magdalena Zelewska/Into the Tribes

Któregoś dnia postanowiłaś po prostu spakować plecak i wyjechać gdzieś daleko?

Na pierwszą daleką wyprawę bałam się wyruszyć sama. Obawiałam się, że nie dopilnuję wizy, ubezpieczenia, pogubię się w lotach przesiadkowych czy nie zarezerwuję odpowiedniego noclegu. Postanowiłam zatem przyłączyć się do pielgrzymki, która wyruszała akurat na spotkanie z papieżem w ramach Światowych Dni Młodzieży w Sydney. Po drodze do Australii zatrzymaliśmy się na dziesięć dni w Chinach, gdzie zwiedzaliśmy grupowo katolickie sanktuaria, muzea i parki. Bardzo męczyło mnie to przepychanie się przez tłumy turystów, żeby cokolwiek zobaczyć. Bardziej ciekawiło mnie wszystko to, co działo się z boku, na nieutartych szlakach.

Pomyślałaś, żeby odłączyć się od grupy i zwiedzać na własną rękę?

Chciałam pogadać ze zwykłym „panem Zenkiem” spod sklepu czy zajrzeć do garnka takiej „pani Krysi”, która gdzieś tam gotuje obiad. Zupełnie nie interesowały mnie złocone podłogi i czerwone dywany. Dlatego też pamiętam, że marudziłam okropnie. Pewnego wieczoru zirytowany moimi codziennymi buntami ksiądz przyniósł mi pismo, które sporządził w czterech językach – po polsku, francusku, angielsku i chyba nawet po chińsku, że na własną odpowiedzialność odłączam się od grupy, biorę swój bilet powrotny i spotykamy się dopiero w samolocie powrotnym do Francji. Myślę, że to właśnie w tym momencie, gdy podpisałam ten dokument zaczęła się moja przygoda z podróżowaniem.

fot.Magdalena Zelewska/Into the Tribes

Podróże po krajach rozwiniętych pewnie nie nastręczają większych trudności, ale co z wyprawami w rejony, gdzie kończy się znana nam cywilizacja? Czy jest miejsce na improwizację?

Teraz sama staram się zaplanować przebieg całej wyprawy już kilka miesięcy przed nią. Z uwagi na to, że wybieram się najczęściej w miejsca bardzo oddalone od cywilizacji, muszę przewidzieć kilka dni marszu czy też przeprawy przez rzekę w ciasnej łódeczce. Dlatego też dużo wcześniej organizuję całą trekkingową ekipę: przewodnika, który mówi po angielsku i językiem plemienia, kilku tragarzy, którzy na plecach będą dźwigać prowiant, namioty i wodę pitną, no i oczywiście kucharza z żoną, a nieraz i jego najlepszym kumplem. Trasę i jej cel w każdym razie znam na długo nim wyruszę z domu.

fot.Magdalena Zelewska/Into the Tribes

Szukasz ludzi, nieodkrytych miejsc, jakichś śladów dawnych kultur?

Do tej pory udawało mi się odbywać średnio dwie wyprawy w roku. Kiedy tylko wracałam z jednej, natychmiast zabierałam się za planowanie kolejnej. Zazwyczaj o wyborze celu podróży decydowało to, czy znajdę tam plemię które odcięte od elektryczności, mediów, zachowało po dziś dzień tradycyjny, autentyczny styl życia i sposób pojmowania świata, nieprzepuszczony jeszcze przez geste sito globalizacji.

Próbuję sobie wyobrazić to zderzenie człowieka, który przybył ze świata komputerów i smartfonów z ludźmi z plemienia, które żyje w zupełnie innej rzeczywistości i pierwszy problem to komunikacja…

Na początku zazwyczaj pośredniczy mi przewodnik, który objaśnia, kto jest kim i tłumaczy nasze pierwsze rozmowy. Po kilku dniach, kiedy już wyłapię słowa kluczowe, zaczynam rozumieć niektóre gesty, zachowania członków plemienia. Staram się w miarę możliwości radzić sobie sama i prosić o pomoc przewodnika tylko wtedy, kiedy już naprawdę nie mogę się z nikim dogadać. Takie konwersacje są często bardzo zabawne.

fot.Magdalena Zelewska/Into the Tribes

Kiedy następuje ten moment, że możesz już wyciągnąć aparat z plecaka i nacisnąć spust migawki, żeby uwiecznić ludzi których spotkałaś?

Staram się z pokorą podchodzić do ludzi, do których przyjeżdżam. Jestem gościem na ich terenie i to do nich należy decyzja, czy mnie przyjmą i zaakceptują. Oczywiście zdarzało mi się już, że przez wiele dni nie wyciągnęłam aparatu, bo nie oswoiłam jeszcze obcej przestrzeni i jej mieszkańców. Tak naprawdę najważniejsze jest dla mnie stworzenie więzi z ludźmi, do których przybywam, dopiero potem pojawia się myśl uwiecznienia. Dlatego też bardzo emocjonalnie podchodzę do swoich zdjęć. Niemal każdą osobę na nich uwiecznioną znam z imienia, dzieliłam z nią dom i codzienność, przyzwyczajałam do siebie często przez wiele dni i… mam nadzieje, że to trochę widać na zdjęciach, że nie zostały zrobione w pośpiechu.

fot.Magdalena Zelewska/Into the Tribes

Zastanawiam się, czy kiedykolwiek pomocne Ci było to, że jesteś Kaszubką, że pochodzisz z regionu o dużej odrębności kulturowej?

Myślę, że to między innymi fakt bycia Kaszubką uwrażliwił mnie na dorobek innych kultur. Jako Kaszubi jesteśmy z reguły bardzo dumni z tego, że posiadamy własną, odrębną od reszty kraju, sztukę, historię, a przede wszystkim język. Ja właśnie tego poszukuję w plemionach, do których jeżdżę i właśnie to podziwiam w ludziach, którzy mnie przyjmują do swoich domów. Są niezależni od ulotnych trendów, są inni, są sobą i dlatego są piękni.

fot.Magdalena Zelewska/Into the Tribes

Myślisz sobie czasem: „Hmmm… tam jeszcze nie byłam – jadę!”?

Susan Sonntag powiedziała kiedyś „I haven’t been everywhere, but it’s on my list” (Wszędzie jeszcze nie byłam, ale jest to na mojej liście). I chyba też mogłabym przykleić sobie taką fiszkę. Świat jest wielki i nie sposób wypunktować miejsca miejsca, które trzeba odwiedzić, zanim się stwierdzi, że już ok, że wszystko zaliczone. Do reszty świata sporo mi brakuje… (śmiech).

Jest szansa, że będziemy mogli zobaczyć Twoje zdjęcia gdzieś na Kaszubach?

Do końca września moje zdjęcia można zobaczyć w Bibliotece Miejskiej w Mikołowie i w klubokawiarni „Przystanek Żoliborz” w Warszawie. 10 października zawisną natomiast w Kwidzyńskim Centrum Kultury, a w listopadzie najprawdopodobniej w Soleckim Centrum Kultury, w Solcu Kujawskim. Wędrówkę mojej serii zdjęć „Into the Tribes” rozpoczęłam przecież w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Gdańsku, który wg Jana Mordawskiego jak najbardziej stanowi część kaszubskiej ziemi (uśmiech). Bardzo chciałabym pokazać je również w Kartuzach czy Sierakowicach, zatem rozważam jak najbardziej prezentacje w rodzinnych stronach. Kiedy tylko znajdę miejsce i odpowiedni termin, na pewno będę o tym pisać na Facebooku czy na stronie.

fot.Magdalena Zelewska/Into the Tribes

Więcej zdjęć na stronie: www.magdazelewska.com

Czytaj również

Komentarze do artykułu Komentarze [12]

  • 8 0 1 rok temu Zgłoś ten komentarz do moderacji # Natalia

    pamiętam Panią za czasów liceum, była Pani jedną z najlepszych uczennic, jak nie najlepszą!
    Piękna i mądra kobieta!
    Podziwiam i będę modlić się o Panią, aby zawsze bezpiecznie wracała, do nas, na Kaszuby!

  • 5 1 1 rok temu Zgłoś ten komentarz do moderacji # Fajnie, fajnie

    Widać, że i mądrzy ludzie z tych Sierakowic pochodzą; )

  • 5 5 1 rok temu Zgłoś ten komentarz do moderacji # A Pan Redaktor to "dziki" czy oswojony?

    No i czy na Kaszubach są jeszcze "dzikie plemiona" czy cywilizacja chrześcijańska wszystko wytępiła?

  • 9 0 1 rok temu Zgłoś ten komentarz do moderacji # Zosia

    Brawo Magda!!! Trzymam kciuki za kolejne wyprawy i z niecierpliwością czekam na zdjęcia :-)

  • 3 0 1 rok temu Zgłoś ten komentarz do moderacji # zxc

    Pięknie. Pozdrowienia.

  • 3 1 1 rok temu Zgłoś ten komentarz do moderacji # @A Pan Redaktor to "dziki" czy oswojony?

    o co Ci chodzi? coś Ci przeszkadza?

    Ostatnie zdjęcie bardzo ciekawe ;) Dużo można z niego wyczytać.

  • 7 3 1 rok temu Zgłoś ten komentarz do moderacji # Stajszevsczi Boys

    Podziwiam drogę życiową Pani Magdy - z Sierakowic poprzez Kartuzy, Toruń, do Paryża,
    a nawet dalej.
    Barwny ten życiorys i bogata kolorystyka widzianych i utrwalanych obrazów pięknej Pani Magdy. Życzę wszelkiej pomyślności w ciekawej i trudnej drodze zwiedzania dzikiego świata.

  • 5 4 1 rok temu Zgłoś ten komentarz do moderacji # A Kaszubski świat jest niedziki

    Przecież ludzie na tych zdjęciach ubrali swoje stroje regionalne, jak Wy kaszubskie i pozują za pieniądze dla turystów i "Nationale Geografic". Takich zdjęć pełno jest też w reklamach "egzotycznych " biur podróży. Ładne zdjęcia, ale filozofii czy ideologii w tym nie ma.

  • 6 6 1 rok temu Zgłoś ten komentarz do moderacji # kaszubski hacjendero

    Dziki świat??? Dzikie plemiona? Dyrdymały. Stajszevsczi bywał ty gdzie, poza swoją wsią? Tam gdzie teraz ludzie, to dzikości już nie ma. Jest jedynie pielęgnowany dla turystów folklor i brak prądu.
    A panią Zelewską można pozdrowić, bo czemu nie. Skoro ma pasję i czerpie z niej przyjemność, to wiele radości życzę...

  • 5 3 1 rok temu Zgłoś ten komentarz do moderacji # Dzikie plemiona, sekty, guru ...

    brzmi znajomo ?

  • 7 1 1 rok temu Zgłoś ten komentarz do moderacji # Ten facet robiący "oczko" na zdjęciu ...

    jest podobny do tego pijaka, co mu pakamerę rozwalili w Sierakowicach . Ten nasz w pióra się nie stroi (może dlatego mniej wesoły jest)

  • 5 1 1 rok temu Zgłoś ten komentarz do moderacji # Tygrys bengalski spodnie poszarpał ...

    W dżungli nie ma żartów.

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się, abyś mógł korzystać z tego samego pseudonimu i aby Twój komentarz był wyróżniony.

Captcha

HTML jest niedozwolony. Tekst zaczynający się od http:// będzie automatycznie linkowany.