Tradycja, czy nowoczesne pogaństwo?
Po to co usłyszałem i zobaczyłem w kontekście tegorocznych uroczystości komunijnych zwanych częściej „przyjęciami”(i chyba słusznie) zaczynam się zastanawiać, czy jeszcze jestem katolikiem, czy przynależąc do tej grupy zaczynam się skłaniać ku „nowoczesnemu pogaństwu”.
Moja znajoma ma chrześniaka, który w najbliższą niedzielę przystępuje do Pierwszej Komunii. Ale uroczystość w kościele jest tylko tłem tego, co będzie się działo później.
Matka chłopaka organizuje imprezę, która przypomina małe wesele. Zaserwuje kilkanaście rodzajów ciast i tyle żarcia, że jakby jeszcze jedną taką grupę ludzi zaprosić, to dla wszystkich by starczyło. No i najważniejsze – prezenty. Chłopak już dostał od rodziców meble do swojego pokoju, ktoś inny kupuje mu telewizor. A moja znajoma kupiła kino domowe za 500 zł. Na raty. Na kupno za gotówkę nie było jej stać.
Pytałem ją, po cholerę dzieciakowi w drugiej klasie podstawówki kino domowe? Stwierdziła, że nie może być gorsza, bo w tamtej rodzinie ludzie kupią prezent, nawet jakby potem do końca miesiąca mieli jeść suchy chleb. Stwierdziłem, że w takim razie na osiemnastkę musi kupić chłopakowi samochód, a na wesele najlepiej, żeby dała mu klucze do świeżo postawionego domu. Nic mi na to nie powiedziała. Zapytała tylko, czy bym jej nie pożyczył paru groszy, bo jej zabrakło…
Cóż, wiem, że nie ona jedna. Takich ludzi jest mnóstwo i chyba czas powiedzieć głośno, że wszyscy daliśmy się ponieść durnej licytacji, która nie dość, że nie ma nic wspólnego z wiarą i sensem komunii św ., to jeszcze powoduje powstawanie zadrażnień i bolesnych różnic społecznych. Stwarzamy je sobie sami. Bo nawet w jednej rodzinie, choć wszyscy żyją na podobnej stopie, jeden przed drugim próbuje udawać, że ma więcej i stać go na gest. Po co? Pojęcia nie mam.
Nie chcę brać udziału w tym kretynizmie i dlatego tak bardzo mnie to oburza. Ci wszyscy ludzie mienią się katolikami, chodzą do kościoła, ale w co tak naprawdę wierzą? W to, że każda uroczystość, taka jak chociażby pierwsza komunia, musi być okazją, żeby się nażreć, napić i pokazać?
Rozumiem, że pewne elementy kultury są w nas głęboko zakorzenione, ale czy to znaczy, że totalnie wszystko należy spłaszczyć do poziomu stołu i portfela? Niektórzy zachowują się tak, jakby następnego dnia miał nastąpić jakiś kataklizm, dlatego muszą ucztować tak, żeby następnego dnia nie móc się ruszać. Oczywiście wszystko powoduje, że gospodarka się kręci, tylko ile ludzi płacze po kątach, bo trzeba było się szarpnąć na prezent, w portfelu pusto, a do wypłaty jeszcze daleko.
Nawet nie mówię tutaj o jakichś sprawach związanych z wiarą, bo uważam, że w tym wszystkim jest coraz mniej duchowości, a może wcale już jej nie ma. Szkoda tylko, że księża tak niewiele mówią na ten temat. Czasami potrzebny jest kubeł zimnej wody.
I jeszcze jedno – często w wielu wypowiedziach na temat Polaków i Polski mówi się złośliwie „katoland”, a ja nie chcę dożyć czasów, kiedy tak jak w tej chwili w wielu krajach mówi się „pijany jak Polak”, będzie się mówiło „głupi jak katolik”.
Albert

5 lat temu # ferreg
Święte słowa, ale co począć kiedy do ludzi nic nie trafia. Jedni powiedzą że przykłady podane przez pana Alberta należą do ekstremalnych ja powiem, wyjrzyjcie za okna następnej niedzieli...
5 lat temu # szpieg
bardzo trendy jest przejażdżka neokomunikanta Lincolnem...ten siat zwariował, i gdzie tu Ruhla czy Poljot z dawnych lat?
5 lat temu # Aluś
Ni niestety taka jest prawda....kiedys dostawało sie składaki, łańcuszki, zegarki....teraz to nie jest już prezent. rodzice sami dali się zwariować, moi krewni mają taką "wypasioną" chałupę, 5 rodzin by się pomieściło, do tego ogromny salon a przyjecie odbyło się w restauracji...kompletny paradoks.
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Express Kaszubski nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy obraźliwych lub zawierających wulgaryzmy.
Dodaj swój komentarz