Express Kaszubski feed

ExpressKaszubski.pl – strona główna REKLAMA REDAKCJA KONTAKT REJESTRACJA LOGOWANIE »

Tak się urabia dziennikarzy. Następnym razem dostanę po mordzie?

Opublikowany: 2007-06-01 00:55 Autor: Wojciech Drewka

Miałem w czwartek niebywałą przyjemność być „poproszonym”, w trybie pilnym do gabinetu wysokiego urzędnika gminnego w Sierakowicach (postanowiłem nie podawać nazwiska, a skupić się na zjawisku), gdzie otrzymałem… reprymendę.

Bez błogosławieństwa

Zaznaczam przy tym, że nie jestem pracownikiem urzędu, a „Expressu Kaszubskiego”, który z gminą ma niewiele wspólnego. Otrzymałem jednak ostrą reprymendę za… robienie zdjęć w tymczasowej siedzibie urzędu (budynek sierakowickiego urzędu jest w trakcie remontu, więc cała administracja przeniosła się do kilku pomieszczeń w gimnazjum).

To może śmieszne, ale wcale nie fotografowałem dokumentów, czy urzędników przy pracy, a… wywieszki z informacjami o tym, gdzie teraz znajdują się poszczególne wydziały. Okazało się, że ośmieliłem się zrobić to bez błogosławieństwa szefostwa urzędu.

Zrugano mnie też za „nieuczciwe dziennikarstwo”, „przekłamywanie informacji”, „pisanie nieprawdy” i wiele innych spraw związanych z artykułem… który ukazał się w zupełnie innej gazecie. Dopiero, kiedy udowodniłem, że nie jestem autorem tekstu, który tak bardzo oburzył urzędnika, zostałem przeproszony (musiałem pokazać w internecie swój tekst – chodziło o modernizację urzędu).

Utemperować pismaka

Dlaczego więc piszę o tym wszystkim? Chcę pokazać nienormalność całej sytuacji oraz zupełnie niedzisiejszy sposób myślenia przedstawicieli lokalnych władz. Nie chodzi wcale o to, że to mnie się oberwało – samorządowcom może się pomylić tytuł albo dziennikarz, może się nie podobać krytyka lub styl jakiejś gazety – chodzi jednak o zastosowaną metodę.

Jak widać wciąż panuje przekonanie, że z „pismakami” najlepiej radzić sobie w zaciszu gabinetu, gdzie to urzędnik jest tym, który wie jak i co powinno być napisane oraz co i kiedy dziennikarz powinien fotografować.

Nie zgadzam się na taki stan rzeczy i dlatego protestuję.

Ukłony, ukłony…

Wbrew temu, co sugerował mój rozmówca, nie wyobrażam sobie, żebym wchodząc do urzędu za każdym razem przychodził witać się wójtem lub wice wójtem informując o swojej obecności i prosząc o możliwość przejścia się po korytarzu, czy zrobienia zdjęcia (czyżby robili tak inni lokalni dziennikarze?).

Przecież urząd, nawet w tymczasowej siedzibie, jest instytucją publiczną, otwartą dla każdego, a jego pracownicy mają takie samo prawo udzielać informacji, jak wójt, czy jego zastępca.

Po wtóre, jeżeli zdaniem przedstawicieli samorządu jakiś artykuł był dla nich krzywdzący, to dlaczego nie ma polemiki z jego autorem, tudzież wydawnictwem, dlaczego w razie potrzeby nie ma sprostowania, jakiejś reakcji, wyjaśnienia? Czy w Polsce gminno-powiatowej nie ma miejsca na dyskusję i wymianę poglądów?

Nie pierwszy raz

Jest za to próba utemperowania dziennikarza w gabinetowej atmosferze. Uważam, że tak właśnie miałem prawo odebrać czwartkową rozmowę. A taka sytuacja zdarzyła mi się w Sierakowicach nie po raz pierwszy.

Było to jakiś czas temu, kiedy pracowałem w znanej gazecie codziennej. Pisałem na temat konfliktu władz gminy Sierakowice z mieszkańcami wsi, którzy bronili szkoły przed likwidacją.

Po jednej z sesji wójt Sierakowic poprosił mnie na „słówko”, kiedy wszyscy wyszli z sali obrad. Zamknął drzwi i podniesionym głosem wyrażał swoje oburzenie nieprzychylnymi dla niego artykułami. Po czym groził, że złoży skargę na mnie do redaktora naczelnego. Czy to zrobił – nie wiem.

Dziś wiem za to, że władze Sierakowic najwyraźniej nie zrezygnowały z tego rodzaju metod „współpracy” z lokalnymi mediami.

Od lat pana nie znam

Jeżeli są dziennikarze, którzy się na to godzą, to cóż… , ale powinni pamiętać, że wójtowska, a nawet urzędnicza posada nie jest dożywotnia, na co mamy przykład w Kartuzach.

I jeszcze ciekawostka – urzędnik, który poprosił mnie na rozmowę, próbując wybrnąć z sytuacji, stwierdził, że nie ma pewności, czy jestem dziennikarzem. To ciekawe, bo od ładnych kilku lat pojawiam się prawie na każdej sesji samorządu i wielokrotnie przeprowadzałem rozmowy z tymże urzędnikiem. Ale dziś, żeby zaspokoić jego ciekawość wylegitymowałem się.

Mam nadzieję, że zdążę to zrobić następnym razem – bo skoro już dwa razy dostałem upomnienie ustne, to może za trzecim ktoś mnie wytrzaska po mordzie, np. za spisywanie informacji z tablicy ogłoszeń…

Komentarze do artykułu Komentarze [15]

  • 5 lat temu # Ryszard Wenta

    Szanowny Panie Wojtku! Oczywiście, że inni dziennikarze najpierw muszą uzyskać "namaszczenie" jednej z dwóch najwyżej postawionych osób w sierakowickim Urzędzie. Bez takiej zgody nie mają co myśleć o zrobieniu jakiegokolwiek materiału o Sierakowicach. Jest mi przykro, że doznał Pan przykrości z tytułu ukazania się tekstu o budowie sierakowickiego gmachu w "Kurierze Kartuskim". Jednocześnie dziękuję za udostępnienie fotografii, gdyż nie pozwolono mi sfotografować makiety powstającego właśnie budynku. Wójt był zajęty nie wiadomo na jak długo, a sekretarz był podobno nieobecny. Miał co prawda wrócić za jakieś pół godziny, ale podejrzewam, że informację otrzymałem tylko po to, by za 2 godziny dowiedzieć się, że jednak nie będzie w dniu dzisiejszym obecny. Materiał w "Kurierze Kartuskim" oparłem zatem na informacjach, które wójt podał publicznie na sesji Rady Gminy (Pan spóźnił się wówczas kilkanaście minut). Nie zawierał on innych elementów poza sugestią, że remont nie doszedł do skutku wcześniej (kilkakrotnie go przekładano), aby nie drażnić (nie kłuć w oczy) mieszkańców tuż przed wyborami samorządowymi. Zresztą, jeśli Pan pozwoli, pełny tekst mogę zamieścić poniżej. Tytuł "Ratusz dla przyszłego burmistrza" wydaje mi się jak najbardziej adekwatny, gdyż uważam, że Sierakowice muszą niebawem stać się miastem. Wówczas, zamiast wójta, będą miały burmistrza. Równie dobrze może być nim Tadeusz Kobiela, bo fuchę ma chyba zaklepaną do końca życia. Tak więc pisząc o przyszłym burmistrzu miałem na myśli wójta Kobielę. Nie sugerowałem żadnych zmian na tym stanowisku. A niech sobie rządzi chłop przez kolejnych około 20 lat.

  • 5 lat temu # Ryszard Wenta

    Cieszę się, że udało się Panu wyjaśnić nieporozumienie. Rozumiem, że w takim razie po mordzie dostanę ja. Dobrze, że mam pozwolenie na broń i mogę ją nosić przy sobie!!!

  • 5 lat temu # Wojciech Drewka

    Panie Ryszardzie, absolutnie nie mam do Pana pretensji. Zastanawiałem się nawet czy powinienem pisać o zaistniałej sprawie,skoro de facto zostałem przeproszony. Ale pomyślałem,że ponieważ po raz kolejny sierakowiccy włodarze pokazują swoje oblicze-akurat takie-to nie ma sensu tego przemilczać. Uważam,że tylko ujawnianie wszelkich tego rodzaju incydentów jest szansą na zmianę mentalności zarówno urzędników jak i mieszkańców. Pozdrawiam serdecznie!

  • 5 lat temu # mieszkaniec

    Panie Wojtku proszę sobie też załatwic takie pozwolenie na broń.

  • 5 lat temu # Ryszard Wenta

    Oto potworny tekst, zniesławiający sierakowickie władze, za który można otrzymać w mordę:

    SIERAKOWICE. Za ponad 5 mln złotych reprezentacyjna siedziba władz
    Ratusz dla przyszłego burmistrza

    Za 5.428.210 złotych firma Elwoz ze Szklanej wyremontuje dotychczasową siedzibę sierakowickich władz, a także rozbuduje urząd o kolejne pomieszczenia (tzw. skrzydło), by w przyszłości był wizytówką miasta. A o takie prawa - prędzej czy później - Sierakowice na pewno wystąpią.

    RYSZARD WENTA
    ryszard.wenta@kurierkartuski.pl

    Opracowana koncepcja przyszłej siedziby burmistrza przypomina zresztą swoją architekturą ratusz. Na projekcie, który niżej załączamy, widać charakterystyczną wieżyczkę. Siedziba władz będzie wyższa o jedno piętro, które zostanie dobudowane nad starą częścią urzędu.
    - Rozróżniłbym dwa etapy tej inwestycji. Rozbudowę, która odbywa się w tej chwili, ale też kapitalny remont starej części. Nad całością dojdzie jeszcze dobudowanie jednego piętra - mówi wójt Tadeusz Kobiela. - Cieszę się, że ta inwestycja wreszcie ruszyła – dodaje włodarz Sierakowic.
    Część istniejącego budynku Urzędu Gminy Sierakowice została wybudowana jeszcze w latach 60-tych, a następnie poszerzona między innymi o salę posiedzeń w połowie lat 70-tych. Komfort obsługi petenta był bardzo niski. W niektórych pomieszczeniach mieściły się po dwa wydziały. Najpierw z urzędu wyprowadzono Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej, a kilka lat temu także Gminny Zespół Ekonomiczno-Administracyjny Szkół. Zaczęło brakować miejsca dla najbardziej obleganych wydziałów, mimo iż komunikację przejęło Starostwo Powiatowe.
    Remont i rozbudowę urzędu kilkakrotnie przekładano. Pierwsze plany zakładały realizację tej inwestycji jeszcze w poprzedniej kadencji. Później, ze względu na zbliżające się wybory samorządowe, inwestycję porzucono, aby nie drażnić mieszkańców. Przykład Kartuz pokazuje, że lepiej takie przedsięwzięcie prowadzić na początku kadencji. Nie da się bowiem uniknąć narzekań petentów i złośliwych uwag o tym, że władza buduje sobie gabinety. Włodarze gminy cały czas apelują do mieszkańców o wyrozumiałość.
    - Chciałbym przeprosić za niedogodności, jakie występują w urzędzie, ale nie da się inaczej tego zorganizować. Prosiłbym o pewną wyrozumiałość i powściągliwość w ocenach. To się skończy, bo firma zaoferowała nadspodziewanie krótki termin realizacji – 9 miesięcy od czasu podpisania umowy. 3 stycznia 2008 roku obiekt powinien zostać całkowicie oddany do użytku. Ja jednak wierzę, że może to nastąpić jeszcze w bieżącym roku – uspokaja, a jednocześnie mówi z nadzieją na przedterminową realizację tego zadania wójt Tadeusz Kobiela.
    Inwestycja ma przyczynić się do szybszej i lepszej jakościowo obsługi mieszkańców. Gmina przewiduje zatrudnienie dodatkowych urzędników. Wiele spraw będzie można w przyszłości załatwić przez Internet. Modernizacja budynku związana będzie bowiem ze stworzeniem w urzędzie nowoczesnej sieci elektronicznej.

  • 5 lat temu # Ryszard Wenta

    OŚWIADCZENIE
    Z przykrością stwierdzam, iż materiał powstał i ukazał się w druku w "Kurierze Kartuskim" bez uprzedniego poddania cenzurze sierakowickich władz. Przepraszam najbardziej zainteresowanego i zbulwersowanego sekretarza Zbigniewa Fularczyka, że nie uzgodniłem z nim wcześniej wszelkich szczegółów publikacji, przez co mogło dojść do wypaczenia rzeczywistych poglądów szanownej władzy w Sierakowicach. Oczywistym pozostaje bowiem dla mnie fakt, że tekst powinien najpierw zostać zaakceptowany przez władzę, a dopiero później trafić do ludzi czytających gazety, którzy mogą wyciągnąć fałszywe wnioski ze słów ujętych w niewłaściwy sposób. Tylko uprzednia merytoryczna korekta sekretarza Zbigniewa Fularczyka, ewentualnie wójta Sierakowic, mogą spowodować upublicznienie treści. Uważam, że postąpiłem nagannie, a w przyszłości postaram się, by kolejne teksty o Sierakowicach z odpowiednim wyprzedzeniem trafiały na biurka kompetentnych urzędników w celu akceptacji i dopuszczenia do druku.
    Z wyrazami szacunku!

  • 5 lat temu # mieszkaniec

    Jak nie wybaczą to pozostanie z tej broni palnąć sobie w głowe:)))))))
    Ewentualnie dać się zamurować w murach tego pałacu .

  • 5 lat temu # Bodzio

    Oj ciągnie Cię Panie Ryszardzie na łamy Expressu....

  • 5 lat temu # Ryszard Wenta

    Nigdy nie ukrywałem, że "Express" był dobrą gazetą. Chyba dwa razy nawiązaliśmy ostrą polemikę, ale to wszystko. Połączone siły "Kuriera" i "Expressu" mogły(by) naprawdę stanowić potężny oręż medialny w tym powiecie. Żałuję ogromnie, że w obecnej sytuacji "Expressu" (bo kiedyś mogło być odwrotnie) pan Wojtek nie chce podjąć pracy w "Kurierze". Uważam, że nie ma się co rozdrabniać. Istnieć będzie "Dziennik Bałtycki", bo to inna skala i wymiar, a jego przeciwwagą powinien być jeden bardzo silny tygodnik. Mi osobiście, bo już tego zasmakowałem, trudno byłoby współpracować z Johnem Borrellem. Zresztą jego koncepcja u"FAKT"owienia "Expressu" nie sprawdziła się. Nie można bazować wyłącznie na samej sensacji. Jest ona potrzebna, lecz w rozsądnej dawce.

    P.S.
    Zdradź, Bodzio, kim jesteś, bo masz trzeźwe podejście do wielu spraw. Chyba nawet mógłbyś pisywać do gazet.

  • 5 lat temu # szpieg

    Panowie , Ryszardzie i Wojtku, czy mam rację, że Sierakowice to bardzo prywatna gmina? tam bez Wielkiego Duetu nawet pierdnąć nie wolno? ludzie, gdzie my żyjemy? Afryka Środkowa to, czy jednak Południowa Ameryka? tak na marginesie, może Panowie zajęlibyście się fenomenem firmy Elwoz? oni w Sierakowicach i w Starostwie wygraliby nawet przetarg na dostawę świeżego powietrza...ja już za chwilę opuszczam ten piękny kraj, ale naprawdę pytanie warte "rozpracowania"...

  • 5 lat temu # Ryszard Wenta

    Szanowny Szpiegu! Już we wtorek w "Kurierze" tekst o Elwozie, który doprowadził do ruiny modernizowany przez siebie budynek Urzędu Gminy Sierakowice. Tak zacna firma nie przewidziała, że nad Kaszubami czasami też mogą przejść... deszcze. Urząd zalało w pioruny, że przez 2 dni nie przyjmował interesantów. Teraz urzędnicy pracują w... gimnazjum.

  • 5 lat temu # Dziamdziak

    Trochę się dziwuję panu Wojtkowi, że otrzymawszy przeprosiny za uprzedni opiernicz zaraz napisał artykuł na modłę Urzędu Gminy o przeprowadzce w bardzo przyjemnym tonie. Widać, że wezwanie na dywanik pomogło nawet w przypadku takiego twardziela jak pan Drewka.

  • 5 lat temu # Wojciech Drewka

    Słowo wyjaśnienia drogi "Dziamdziaku"-"opiernicz",który mi się trafił nie może wpłynąć na rzeczowość podawanych przeze mnie informacji. Mój stosunek do władz w Sierakowicach i stosunek władz do mnie to jedno, konieczność przekazywania istotnych informacji,to drugie.
    Ja mogę nie kochać jakiegoś urzędnika,on może nie lubić mnie,ale jego obowiązkiem jest udzielić mi informacji,moim zaś tę informację rzeczowo przekazać.
    Poza tym, jako dziennikarz, mogę,a nawet powinienem być bardzo krytyczny wobec władz,wobec samorządowców,ale to nie oznacza,że muszę się z tym afiszować przy byle okazji i w każdej sytuacji.Jest czas na "zimne" informacje,jest też czas na ostrą krytykę. Pozdrawiam!

  • 5 lat temu # Dziamdziak

    A to ma Pan Redaktor mocne nerwy. Jak mnie ktoś ubodzie rogami (i to jeszcze niesłusznie, bo baran), to pozostaje mi po nim niestrawność. Wrzody się odzywają i już nie potrafię odnosić się do niego w sposób obiektywny (jak nazywa Pan to "zimny"). Wtedy jestem gorąco krytycznie nastawiony. W taki sposób urzędnik może zachowywać się względem żony. Najwyżej weźmie z nim rozwód. W rozmowie z dziennikarzem powinien najpierw pomyśleć, a nie zaczynać od besztania i kończyć na przeprosinach. Dla mnie byłby on skończony, gdybym był dziennikarzem. Od wysokiego funkcjonariusza powinno wymagać się więcej ogłady i kultury. A zresztą, gdyby nawet artykuł był mocno krytyczny to nie powinien stosować "zjebów", a jedynie spokojnie przedstawić swoje racje i wyjaśnić ewentualnie nieścisłości. Na dywanik to dziennikarze przychodzili do I Sekretarza w PRL, a nie Sekretarza Gminy w III, IV czy V RP (już sam się gubię w tych liczbach). A właściwie to jaką mamy teraz RP? A może Bambuko???

  • 5 lat temu # szpieg

    pan wójt Sierakowic to ichszy Kim Ir Sen, a jego prawa/lewa ręka to taki Dzierżyński, wiem, że Pan Ryszard miał z nimi niezłe "przeprawy", teraz przyszedł czas na Wojtka, a ja żałuję, że temu Wielkiemu Duetowi nigdy nie dowaliłem tak poważnie, ale co się odwlekło to jeszcze ...Panowie, walcie , jak macie rację, nie może być fenomenu władzy sierakowickiej...

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się, abyś mógł korzystać z tego samego pseudonimu i aby Twój komentarz był wyróżniony.

Captcha

HTML jest niedozwolony. Tekst zaczynający się od http:// będzie automatycznie linkowany.