Express Kaszubski feed

ExpressKaszubski.pl – strona główna REKLAMA REDAKCJA KONTAKT REJESTRACJA LOGOWANIE »

List. Życie Tymka wyceniono na 36 tys. euro. Ludzie okazali się wspaniali

Opublikowany: 2015-12-24 00:23 Autor: nadesłane

Nigdy bym nie przypuszczał, że ludzie mogą okazać tyle dobra, wsparcia i pomocy. Najbardziej wzruszający był 6-latek, który przyniósł swoją skarbonkę mówiąc: to pieniądze dla chłopca, żeby jego serduszko było zdrowe - pisze we wzruszającym liście Marek Teterycz.

To, czym chcę się podzielić jest na pewno mało popularne i niemedialne, ale zdecydowanie warte opowiedzenia jak największej grupie ludzi… Nigdy bym nie przypuszczał, że ludzie mogą okazać sobie tyle dobra, wsparcia i pomocy. Bezinteresownej pomocy. Ale do rzeczy.

Jak grom z jasnego nieba

W bliskiej rodzinie mamy dziecko z wadą serca. Ma nieco ponad rok i przeszło już trzy poważne operacje serca, z czego dwie w pierwszym tygodniu życia. Kilka miesięcy temu, jak grom spadła na nas wiadomość o potrzebie pilnej operacji za granicą. 36 tys. Euro – na tyle wyceniono życie Tymka.

Rozpoczęliśmy akcję zbierania pieniędzy. Zaangażowały się ciotki, babcie, rodzina i znajomi. Już na początku pomoc była widoczna, ale to, co zobaczyłem w kolejnych tygodniach przerosło moje najśmielsze oczekiwania, a w kilku momentach doznałem lekkiego (choć nie zawsze był lekki) szoku.

Założono konta w dwóch fundacjach zajmujących się zbieraniem środków na tego typu cele, rozesłaliśmy wiadomości do znajomych i kilka razy wybraliśmy się do kościoła. Scenariusz był standardowy – śpiewaliśmy podczas mszy, na koniec zapowiedziani wcześniej rodzice Tymka występowali i mówili o problemie, potem wolontariusze zbierali pieniądze do puszek.

Starsza pani i chłopiec ze skarbonką

I tu pierwsze zdziwienie. Już w pierwszym kościele mało kto przeszedł obojętnie obok osób z puszkami. Ludzie bardzo często wrzucali po 100 i 200 zł choć wielu nie wyglądało na bogatych. Bardzo wzruszyła nas starsza pani, która trzęsącą się ręką włożyła do puszki 1000 zł (tysiąc!!!) mówiąc „więcej nie mogę dać, ale mam nadzieję, że nazbieracie i wszystko będzie dobrze”.

To jednak był dopiero początek. Szczytem zdziwienia, szoku i wzruszenia (trudno określić, czego było więcej w tej mieszance uczuć) był 6 letni chłopiec, który przyniósł blaszaną skarbonkę z namalowanym Kubusiem Puchatkiem – ciężką i pełną monet, mówiąc: „przyniosłem pieniądze dla chłopca – mam nadzieje, że jego serduszko będzie zdrowe”. To był moment, w którym wszyscy widzący to uśmiechali się, dziękując i próbując być twardymi, ale mało komu udało się powstrzymać łzy.

Ja – z racji swojego „odchyłu” w stronę muzyki postanowiłem ogarnąć tę właśnie część społeczeństwa. Najpierw napisałem piosenkę. Mieli ją zaśpiewać Czarodzieje z Kaszub, ale chciałem, aby zaśpiewał ją również ktoś ważny, znany, co nadałoby akcji wymiar bardziej społeczno-medialny i pozwoliło dotrzeć do jak największego kręgu odbiorców.

Udało mi się zdobyć numer telefonu do Marka Piekarczyka. Nie będę opisywał co przeżywałem i ile razy wybierałem ten numer, zanim w końcu zadzwoniłem (bo stracę w zespole wizerunek twardziela :-)), ale zadzwoniłem jako człowiek totalnie obcy – można powiedzieć – wprost z ulicy.

Po świecie muzyki

- Panie Marku. Mamy tu chore dziecko, które za trzy miesiące potrzebuje operacji serca za 150 tys. zł. Napisałem piosenkę. Zaśpiewa Pan?
- Proszę wysłać – może będę mógł pomóc
Dzwonię znowu po wysłaniu piosenki, a pan na to:
- Oczywiście – mogę zaśpiewać i najszybciej będzie jeżeli pójdę do studia na miejscu (w Bochni) i tu nagram, a oni Wam wyślą.
- Dziękuje Panu bardzo – proszę o kontakt do studia – pokryję wszelkie koszty
- Absolutnie nie! Ja zapłacę. Wam pieniądze będą jeszcze potrzebne, więc nie ma o czym mówić…

No i głos uwiązł w gardle…. po raz kolejny i jak miało się wkrótce okazać – nie ostatni.

Kolejną – chyba największą, a na pewno najdroższą niespodzianką był mistrz świata w rzucie dyskiem Piotr Małachowski, który sam zadzwonił do rodziców Tymka z propozycją przekazania na licytację Statuetki Diamentowej Ligi. Okazało się, że jego brat mając rok zmarł na serce i temat jest mu bliski. Do akcji włączyły się media,a rodzice Tymka przez kilka dni popularnością dorównali Ryszardowi Petru. Jak z bicza strzelił ruszyły wszystkie licytacje. Koszulki, rękawice, autografy, plakaty, których do tej pory udało się zebrać sporą ilość.

Jednocześnie zaczęli zgłaszać się ludzie, którzy dowiedzieli się o akcji, oferując przedmioty albo usługi na licytację. Była np. sesja fotograficzna, a nawet oprawa muzyczna ślubu w wykonaniu śpiewaczki operowej!!!

Gitara z podpisami

Ja w tym czasie dalej przemierzałem świat muzyki. Od firmy Magnus z Zamościa dostałem gitarę (ściślej – Tymek dostał) i rozpocząłem operację o kryptonimie „Sławna gitara Tymka”. Pierwsze autografy złożyli panowie z zespołów Banda i Wanda, Bajm i Budka Suflera (Lublin). Potem zdobyłem kontakt do jednego z najlepszych polskich gitarzystów Jacka Królika, który zaangażował się w akcję i ściągnął gitarę do Hrubieszowa, gdzie na jej korpusie pojawiły się kolejne podpisy. Potem Toruń – zespół Dżem i na końcu Warszawa. Legenda polskiego rocka Ryszard Sygitowicz po tym, jak zgodził się, aby wysłać mu gitarę do Warszawy, po 10 min. oddzwonił i powiedział:

- Wie Pan co, tak sobie pomyślałem – jakby ta gitara była tu w sobotę o 9 rano, to ja jeszcze poproszę kolegów z Perfectu.."

I była.

Suma summarum – cała gitara zapełniła się autografami i sprzedała za dobrą cenę, a wszystkie osoby, których podpisy znalazły się na niej (śmiało można powiedzieć, iż była to pierwsza liga legend polskiej muzyki) okazały dużą pomoc i wsparcie. Pojawiły się propozycje organizacji koncertów w szkołach muzycznych, a nawet otrzymałem telefon od jednego z wykładowców Akademii Muzycznej w Gdańsku.

Opisana przeze mnie zbiórka dobiega końca. Trwała około 3 miesięcy i pokazała jak wiele dobrego ludzie mogą zrobić, by pomóc innym. Dzięki niej moja wizja świata ogarniętego znieczulicą społeczną i egoizmem okazała się nieprawdą.

Pokłady dobroci

Przytoczone przykłady to tylko niewielka część bezinteresownej dobroci i pomocy jakiej wszyscy doświadczyliśmy grając w drużynie „Tymek Gużewski”. Oprócz naszej akcji wiem o wielu innych tego typu zbiórkach zakończonych wielkim sukcesem – ku zaskoczeniu wszystkich. W niektórych sam brałem udział, o innych słyszałem.

Jedno jest pewne – w ludziach jest dużo więcej dobroci, niż wszystkim się wydaje, choć nikt tego nie widzi i nikt o tym nie mówi. Ta dobroć pojawia się zawsze tam, gdzie jest potrzebna. Ludzie chcą pomagać i pomagają – nie czekając na „dziękuję” ani „Bóg zapłać” nie mówiąc już o „Będę Cię chwalił po wszystkich odpustach” :).

Ta akcja pokazała jak bardzo w trudnych chwilach możemy liczyć na innych, po których bardzo często w ogóle byśmy się tego nie spodziewali… To przywraca wiarę w ludzi i pokazuje że nawet w apogeum polsko – polskiej wojny Polacy potrafią jednoczyć się w imię spraw naprawdę ważnych i tej jedności w nowym 2016 roku wszystkim życzę.

Marek Teterycz

Czytaj również

Komentarze do artykułu Komentarze [2]

  • 7 0 1 rok temu Zgłoś ten komentarz do moderacji # jaro

    BEZCENNE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • 0 0 1 rok temu Zgłoś ten komentarz do moderacji # Xyna

    Zdrowia dla Tymka

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się, abyś mógł korzystać z tego samego pseudonimu i aby Twój komentarz był wyróżniony.

Captcha

HTML jest niedozwolony. Tekst zaczynający się od http:// będzie automatycznie linkowany.

REKLAMA

Zaremba kotłownie