Express Kaszubski feed

ExpressKaszubski.pl – strona główna REKLAMA REDAKCJA KONTAKT REJESTRACJA LOGOWANIE »

17 lat po śmierci Franciszka Schicka

Niezapomniany trener

Opublikowany: 2007-02-12 14:58 Autor: nadesłane

W książce „25 lat Gdańskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej” napisano: „W roku 1949 w Kartuzach powstał Klub Sportowy "Kolejarz", który istniał zaledwie trzy lata, gdyż w roku 1952 piłkarze przeszli do nowoutworzonego KS "Ogniwo" przy Budowlanym Przedsiębiorstwie Powiatowym. Instruktorem piłki nożnej był pan FRANCISZEK SCHICK".

Rok 1955. Z kartuskiego stadionu na pochód pierwszomajowy wyrusza kolumna sportowców i działaczy KS "Budowlani", a prowadzi ją F. Schick. fot. autor

Rok 1955. Z kartuskiego stadionu na pochód pierwszomajowy wyrusza kolumna sportowców i działaczy KS „Budowlani”, a prowadzi ją F. Schick. fot. autor

Od tego momentu przez wiele następnych lat historia kartuskiej piłki nożnej była nierozerwalnie związana z panem Franciszkiem. Był człowiekiem wobec siebie bardzo wymagającym i tego samego żądał od tych, którzy zdecydowali się pod jego okiem poznawać piłkarskie rzemiosło. Gdy pana Franciszka już nie widywano wśród trenujących piłkarzy na kartuskim stadionie, gdy zmogła go choroba, zawodnicy, którzy trenowali pod jego okiem, otworzyli się, wyznając, że tak wspaniałego człowieka, życzliwego dla otoczenia, profesjonalisty w piłkarskim fachu w Kartuzach długo nie będzie.

Z okazji 75.urodzin,Franciszek Schick (stoi pod godłem polskim),został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi oraz Złotą Odznaką "Zasłużony działacz Ludowych Zespołów Sportowych". fot. autor

Z okazji 75.urodzin,Franciszek Schick (stoi pod godłem polskim),został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi oraz Złotą Odznaką „Zasłużony działacz Ludowych Zespołów Sportowych”. fot. autor

Dyscyplina i posłuszność

Jego maksymą była „dyscyplina i posłuszność” i stąd kilku piłkarzy po prostu nie akceptowało tej zasady i metody treningowej. Mieli za mało wytrwałości. Nigdy nie zostali gwiazdami kartuskiej piłki nożnej, i co było charakterystyczne – pan Franciszek potrafił im walić prosto z mostu: „Z ciebie, kochany, piłkarza nie będzie”. Personalne decyzje trenera pozostali piłkarze zawsze akceptowali. Tego rodzaju decyzje zawsze podejmował po dłuższych analizach, bo, jak mało kto, pan Franciszek skrupulatnie i systematycznie prowadził pełną dokumentację dotycząca każdego rozegranego meczu.

To zdjęcie z roku 1972 zostało opisane na odwrocie osobiście przez F.Schicka, który wymienia nazwiska piłkarzy - juniorów KS"Cartusia" trenowanych przez siebie, a wśród nich Z. Smentocha, Z. Niklasa, K. Formelę, H. Bieńkowskiego i innych. fot. autor

To zdjęcie z roku 1972 zostało opisane na odwrocie osobiście przez F.Schicka, który wymienia nazwiska piłkarzy – juniorów KS"Cartusia" trenowanych przez siebie, a wśród nich Z. Smentocha, Z. Niklasa, K. Formelę, H. Bieńkowskiego i innych. fot. autor

W specjalnych notatnikach odnotowywał każdy szczegół, każdą boiskową sytuację i co ciekawe – każdemu zawodnikowi po meczu wystawiał swoją cenzurkę. O swojej specyficznej „buchalterii” nigdy z nikim nie rozmawiał. Niemniej jego zapiski były doskonałą dokumentacją szkoleniowa, no i kawałkiem ciekawej historii kartuskiego futbolu. Nie żyjący już piłkarze: Władysław Mierski i Zdzisław Stencel, swego czasu wyznali, że tylko dzięki reżimowym treningom prowadzonym przez pana Franciszka nauczyli się rzemiosła piłkarskiego.

Nierzadko do swojego mieszkania przy ul. 3-go Maja, szczególnie przed rozegraniem ważnych spotkań, zapraszał na tak zwaną herbatkę swoich piłkarzy, z którymi omawiał kwestie strategiczne i taktyczne przed czekającym ich meczem.
- Pan Franciszek był wspaniałym człowiekiem i bardzo dobrym trenerem – mówił Władysław Mierski. – Życie pozostawił na boisku!

Pomimo choroby stadionu nie opuszczał

Nikt nigdy się nie dowiedział, jakie okoliczności spowodowały, że z rodzinnego Przemyśla, gdzie swego czasu był piłkarzem tamtejszej drużyny „Czarni”, przeprowadził się na Kaszuby. Wiadomo natomiast, że w okresie międzywojennym pracował na poczcie w Sierakowicach. Tam poznał swoją żonę Helenę Derę, która pochodziła z Mściszewic.
Po ukończeniu tak zwanego kursu unifikacyjnego i uzyskaniu prawa do trenowania, najpierw siatkówki, a następnie piłki nożnej, z kartuskim piłkarstwem związany był nierozerwalnie przez trzydzieści pięć lat (od września 1953 do czerwca 1988). Piłkarskiego abecadła uczył 8-9 letnich chłopców, którzy potem przez kilka lat stanowili trzon drużyn piłkarskich Kartuz („Ogniwo” i „Cartusia”).

Gdy przybywały lata, a zdrowie zaczęło już szwankować, pałeczkę trenera pierwszej drużyny grającej wówczas w klasie „C” przejął po panu Franciszku jego wychowanek – znakomity napastnik Kazimierz Tatarzycki. Schick zajął się trenowaniem dzieci i młodzieży, z których także potem kilku reprezentowało pierwszy zespół"Cartusii".Drużyna grająca w klasie"C’,bardzo szybko awansowała do klasy „B”, a następnie do klasy „A”. Awanse były efektem dobrego przygotowania piłkarskiego przez Schicka.

Dwa puchary

W roku 1989 przez dwa miesiące przebywał w kartuskim szpitalu. 25 lutego 1990 roku, gdy już mieszkał u swoich krewnych – państwa Derów w podkartuskiej miejscowości Ręboszewo-Przybród, którzy bardzo troskliwie się nim opiekowali, jego stan zdrowia nagle się pogorszył. Został odwieziony do kartuskiego szpitala i około godziny 17 lekarz stwierdził jego zgon. Miał 87 lat. Został pochowany na kartuskim cmentarzu.

Państwo Derowie na pamiątkę przechowują w swoim mieszkaniu dwa puchary, które Franciszek Schick im pozostawił w chwili, gdy poczuł, że dobiega kres swojego życia. Jeszcze przed odwiezieniem go do szpitala, opiekunom swoim powiedział: „Dziękuję wam za troskliwą opiekę, za życzliwość i przepraszam za kłopoty, które sprawiałem. Było mi tu u was bardzo dobrze".
Te puchary, które tak skwapliwie przechowywał były dla niego czymś więcej niż reliktami z przeszłości, bo w ostatnim okresie swojego życia niczym więcej nie dysponował. Na jednym z nich na tabliczce wygrawerowany napis: „Koledze Panu Franciszkowi Schickowi Zarząd KS „Cartusia” składa serdeczne podziękowanie za wieloletnią pracę. Kartuzy dnia 1 styczeń 1982 r." Zaś na drugim kryształowym pucharze przymocowana tabliczka głosi: „Franciszkowi Schickowi od wychowanków za lata pracy. Kartuzy 1987r.”
Za kilka dni mija 17 rocznica jego śmierci. Czy będziemy pamiętać, by na jego grobie zapalić lampkę pamięci?

Eugeniusz Niziński

Komentarze do artykułu Komentarze

  • Brak komentarzy.

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się, abyś mógł korzystać z tego samego pseudonimu i aby Twój komentarz był wyróżniony.

Captcha

HTML jest niedozwolony. Tekst zaczynający się od http:// będzie automatycznie linkowany.