Jeżeli w naszym ogródku rośnie tuja i trawa, to owady nie będą miały tam czego szukać. Dlatego sadźmy ile się da i gdzie się da różnorodne, rodzime gatunki roślin. Nie używajmy też niepotrzebnie pestycydów - radzi z okazji Dnia Pszczoły Antoni Rzepka, szef Kaszubskiego Stowarzyszenia Pszczelarzy.
Dziś (20 maja) przypada Międzynarodowy Dzień Pszczół. To nie tylko okazja, by przypomnieć o roli pszczół w środowisku i ich znaczeniu dla pozyskiwania żywności, ale także dobry moment, by zastanowić, co możemy zrobić dla ochrony owadów.
Według różnych szacunków pszczoły zapewniają produkcję 1/3 żywności na całym świecie, ponieważ zapylają aż 77 proc. gatunków roślin.
Także kaszubscy pszczelarze przypominają o roli zapylaczy w środowisku naturalnym. Antoni Rzepka, pszczelarz, propagator pszczelarstwa powołał niedawno do życia Kaszubskie Stowarzyszenie Pszczelarzy. Jego celem jest nie tylko ochrona i promowanie bioróżnorodności ekosystemów gwarantujących dobrostan pszczół, ale i reprezentowanie interesów pszczelarzy oraz podnoszenie ich kwalifikacji.
Stowarzyszenie wskazuje jako swój cel także rozwój pszczelarstwa jako integralnej części leśnictwa, rolnictwa ekologicznego oraz popularyzowanie polskiego miodu i innych produktów pszczelich.
- Potrzebujemy nowoczesnych rozwiązań, ale i systemowego wsparcia ze strony instytucji państwowych - mówi Antoni Rzepka. - Wśród pszczelarzy jest wielu amatorów, ludzi, którzy zajmują się tą dziedziną z pasji. Ale jest też spora grupa producentów, którzy zajmują się wytwarzaniem produktów pszczelich na dużą skalę. Potrzeba jednak pewnej równowagi. Dlatego na przykład zabiegamy o stworzenie prostej aplikacji, która będzie umożliwiała łatwe rozpoznawanie pasiek i wskazywanie ich lokalizacji. To ułatwiłoby współpracę pszczelarzy, zwłaszcza tych, którzy dysponują mobilnymi pasiekami. Ułatwiłoby to również reagowanie w razie pojawienia się pszczelich chorób.
Stowarzyszenie chce też przywrócić na Kaszuby rodzimy gatunek pszczoły "apis mellifera mellifera".
- Jest to gatunek tzw. czarnej pszczoły północnej, która jest najlepiej przystosowana do naszych warunków środowiskowych. Wielu pszczelich chorób dałoby się uniknąć, gdybyśmy nie sprowadzali na nasz teren obcych gatunków - mówi Antoni Rzepka.
Ale nie tylko pszczelarze mogą działać na rzecz poprawy dobrostanu owadów. Nie chodzi wyłącznie o pszczoły, lecz o wszelkie gatunki zapylaczy.
- Staram się od dawna przekonywać i tłumaczyć, że stawianie ula czy jakiś mikropasieki na dachu budynku, gdzieś w zabetonowanym centrum miasta to nieporozumienie. A takich przypadków niestety nie brakuje - mówi Antoni Rzepka. - Budowanie domków dla owadów i stawianie ich gdziekolwiek także nie rozwiązuje problemu. Zadbajmy o to, co rośnie wokół nas. Bo jeżeli w naszym ogródku dominuje trawa i tuje, to owady nie mają tam czego szukać. Posadźmy jakieś rodzime gatunki, zadbajmy o ich różnorodność, a przede wszystkim ograniczmy do minimum stosowanie pestycydów.
Antoni Rzepka podkreśla, że owady mają się w tej chwili bardzo źle.
- W ciągu ostatnich 20-lat zginęło około 65-70 proc. masy wszystkich owadów na terenie środowej Europy. Jest to spowodowane przede wszystkim chemizacją rolnictwa, ale i przez chemię, której używamy w codziennym życiu - mówi pszczelarz. - Możemy zrobić bardzo dużo jeżeli będziemy chronić środowisko dla owadów. Nic nie pomoże postawienie ulika dla dzikich zapylaczy, jeżeli w tym czasie opryskamy nasz ogródek na przykład na mszyce.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu expresskaszubski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz