Pilnie poszukiwany jest ktoś, kto ciepło wypowie się o sierakowickich radnych Dobrej Zmiany i klubu Nasza Gmina 2024, kto poklepie po pleckach, przytuli i nie zwróci uwagi, że jedno mówią, a drugie robią. To musi być ktoś, kto nie będzie się czepiał jak redaktor Expressu Kaszubskiego.
Czy można mówić jedno, robić drugie i mieć pretensje, że ktoś wypomina niekonsekwencję? Można! W Sierakowicach.
Czy można - będąc radnym - głosować wbrew własnym wyborcom i mieć pretensje, gdy ktoś mówi o kompromitacji? Można! Również w Sierakowicach.
Na ostatniej sesji Rady Gminy Sierakowice zostałem wywołany do tablicy - i to dosłownie - przez radnego Marcina Latarskiego. To chyba pierwszy przypadek, gdy radny na sesji zwraca się do dziennikarza, by ten tłumaczył się ze swoich publikacji. Dlatego rzecz wymaga odnotowania i komentarza, bo to historyczny moment.
I dziwny o tyle, że prowadzi do odwrócenia ról. Dotąd to radny był dla mieszkańca, to radny i jego działalność podlegała ocenie. W Sierakowicach w środę było na opak.
W skrócie: radny Marcin Latarski wygłosił na sesji oświadczenie, w którym wyraził swoje głębokie niezadowolenie jedną z ostatnich publikacji mojego autorstwa. Chodziło o tekst, w którym opisałem, jak radni zagłosowali przeciwko "uznaniu rolnictwa za ważne dla wspólnoty lokalnej".
Sprawa wywołała kontrowersje, bo radni mogli przyjąć proste oświadczenie, zrobić gest, symboliczny ukłon w stronę rolników. Ani radnych, ani gminy nic by to nie kosztowało. A takie gesty mają czasami duże znaczenie. W innych gminach to zrozumiano.
Napisałem, że sierakowiccy radni podkopali swoją wiarygodność i się skompromitowali. I to nie spodobało się Marcinowi Latarskiemu. Nie to, że radni zagłosowali tak jak zagłosowali, ale to, że ja ich skrytykowałem.
Dlaczego tak napisałem? Bo radni od początku nie bardzo wiedzieli co mają zrobić z uchwałą w sprawie uznania "dużego znaczenie rolnictwa dla wspólnoty lokalnej". Kombinowali w uzasadnieniu - tłumaczyli, że niby popierają rolnictwo, ale w sumie to nie wiedzą czy oświadczenie w tej sprawie przyjmować czy nie. Na wszelki wypadek proponowali, by tego nie robić. Radni, mieszkający na wsi, których wyborcy i sąsiedzi często są rolnikami.... Specyficzne prawda?
Opisałem też, że "koło ratunkowe" próbował im rzucić radny Robert Jakubek, który zaproponował, by uchwałę w sprawie znaczenia rolnictwa zdjąć z porządku obrad i sprawę jeszcze przegadać. Rządząca większość oczywiście ten pomysł odrzuciła. A to był właśnie ten moment, gdy można było wyjść z całej sprawy z twarzą.
Potem było tylko gorzej. Radni zapewniali, że niby wiedzą jak ważne jest rolnictwo, podkreślano, że gmina Sierakowice wciąż ma charakter wiejski, że funkcjonuje tutaj wielu producentów żywności. Ale jak trzeba było to wyrazić to powiedzieli "nie".
W moim świecie, gdy ktoś jedno mówi, a robi coś zupełnie odwrotnego to nie jest wiarygodny. Prościej nie umiem tego wyjaśnić. W świecie radnego Marcina Latarskiego problemem nie jest wiarygodność, ale to, że ktoś wypomina jej brak.
Radny w swojej wypowiedzi przyznał, że dziennikarz co prawda ma prawo do krytyki (ufff...), ale domagał się ode mnie wyjaśnień i zajęcia stanowiska w tej sprawie. Do tyrady pana Latarskiego ochoczo przystąpił przewodniczący rady Piotr Woźniak domagając się nawet podania podstawy prawnej, w oparciu o którą radni mieliby podejmować uchwałę uznającą rolnictwo za istotne na terenie gminy.
Radni usłyszeli ode mnie, że mają prawo podejmować uchwały w każdej sprawie dotyczącej gminy, co potem - już za pomocą paragrafów - potwierdziła prawniczka gminy. Mnie by to wystarczyło. Radnym - nie.
Marcin Latarski i Paweł Staszek nadal skarżyli się, że są bezpodstawnie krytykowani. Radny Latarski rozwodził się nad tym, jak rzetelnie przygotowuje się do każdej sesji, zapewniał, że doskonale wie nad jakimi uchwałami głosuje. Ręce same składały się do oklasków. Taki rady to skarb!
Ale od razu przypomniałem sobie sytuację sprzed kilku miesięcy. Z Marcinem Latarskim w roli głównej. To było wtedy, gdy próbowaliśmy się od niego dowiedzieć jak to się stało, że poparł uchwałę o konsultacjach społecznych ws. praw miejskich, w której zapisano, że głosy mogą oddawać również dzieci.
Ja i koleżanka z konkurencji nagraliśmy jak radny wije się w tłumaczeniach. Wiele osób to obejrzało.
Obejrzał także sam radny i nie był zadowolony ze swojego występu. Groził sądem twierdząc, że był nagrywany bezprawnie, bo... była przerwa w obradach, więc on... nie był w tym czasie radnym. Zapowiedział wtedy, że pójdzie z tym do prawnika. I chyba poszedł, bo widocznie ktoś mu wytłumaczył co trzeba.
Przypomniałem też sobie, że ci sami radni z Dobrej Zmiany i klubu Nasza Gmina 2024, którzy dziś opowiadają, jak to kurczowo trzymają się przepisów i procedur, które nie pozwalają im zrobić ukłonu w stronę rolników, z dziecięcą wręcz naiwnością uruchomili proces nadania Sierakowicom praw miejskich. Zrobili to nie mając żadnych informacji, żadnych danych, nie analizując projektów uchwał, ale wierząc, że będzie „perfekcyjnie” bo... tak im wójt powiedział.
Wczoraj chcieli znać podstawę prawną... swojej działalności w samorządzie. Zrobiło się dziwnie. Żeby dziennikarz - i to klasy B, jak twierdzi radny Paweł Staszek - musiał tłumaczyć radnym takie rzeczy?
No, ale może jest to jakiś pomysł. Dlatego zaproponowałem przewodniczącemu Rady Gminy, by na stałe wpisał do programu sesji punkt: "Pytania do dziennikarzy". Radni będą mogli sobie wybrać redaktora spośród obecnych na sali i poprosić o wyjaśnienie - krok po kroku - sensu jego ostatnich publikacji. Nie wiem czy ten pomysł się przyjmie, ale jestem otwarty i gotowy do dyskusji.
Tymczasem mam apel: jeśli będziecie mieli szansę, pochwalcie swojego radnego, poklepcie po plecach, przytulcie. Oni tego potrzebują, bo z naszej strony płynie krytyka. W mojej ocenie słuszna, ale oni widzą to inaczej. Kiedyś nawet radny Paweł Staszek powiedział na sesji z żalem, że nigdy nie pochwaliłem Dobrej Zmiany. Naprawdę z chęcią bym to zrobił, ale na razie nie miałem za co.
Chociaż.... Gdybym miał radnych Dobrej Zmiany i klubu Nasza Gmina 2024 za coś pochwalić to bym powiedział, że mają świetne zadatki na rasowych polityków.
Mówić, że się jest po stronie mieszkańców, a potem głosować przeciwko nim (jak w sprawie referendum dot. praw miejskich), czy mówić, że się popiera rolników, a potem nie uznać ich znaczenia w gminie - to jednak trzeba umieć. Albo winę za swój błąd czy porażkę zepchnąć na kogoś - na mieszkańców, czy choćby na dziennikarza - to też nie lada sztuka.
Jest więc potencjał i możliwości, a wielka polityka tylko czeka na orłów.
Wojciech Drewka
1 0
Jestem mechanikiem. Proszę aby Pan sprawił, że radni uchwalą jakąś petycję uznającą me🤣🤣chaników za wyjątkowy i ważny dla społeczeństwa zawód. Przecież bez nas to nie pojedziecie swoimi samochodami.
0 0
Jedyne co mnie cieszy w naszej radzie i w Naszym Włodarzu to że jeszcze 2 lata i wszyscy wylecą. Dziękuję redaktorom i mediom że zwykli ludzie mogą zobaczyć co znaczy słowo rady i Pan Wójt. Dzięki Wam myślę że za dwa lata czekają nas duże zmiany.
0 0
Pan Wójt emeryturkę otrzyma ze stanowiska a wszyscy z dobrej rady będą biedniejsi o 1500 zł i wiecej. Nie wiedziałem że tak można być naiwnym każdy rolnik w gminie jest mądrzejszy
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu expresskaszubski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz